czwartek, 2 lutego 2017

Deser marchewkowo-jabłkowy o smaku piernika


Czasem po prostu coś mnie najdzie. Czuję niepohamowaną ochotę na coś słodkiego i dobrze wiem, że jeśli nic z tym nie zrobię, może mnie nieźle pochłonąć. 
Tak było też dzisiaj. 
Nadeszła pora na podwieczorek. Zaczęłam krzątać się po kuchni, niczym kozica po górskim szlaku... Później przyszła pora na kolejną fazę. Zaczęłam penetrować lodówkę, otwierać ją, zamykać, później znowu ją otwierać, żeby ponownie ją zamknąć... 
W pewnym momencie w rogu zaczęła uśmiechać się do mnie zgrabna marchewka, a jabłko w koszyczku na blacie zaczęło świecić na czerwono prosto w moje oczy. Bingo! 

Tak właśnie narodził się pomysł na rozgrzewający marchewkowo-jabłkowy deser o smaku piernika.







Deser marchewkowo-jabłkowy o smaku piernika (na ciepło)



Składniki (na 1 porcję):

1 marchewka
1 jabłko
łyżeczka soku z cytryny
1/3szklanki wody
1 łyżka jogurtu naturalnego
1 łyżeczka ksylitolu lub miodu 
Przyprawa do piernika (bez cukru)
1 łyżka musli (ja dałam po prostu płatki owsiane, żurawinę, sezam i rodzynki)



Przygotowanie:

Marchewkę oraz jabłko zetrzyj na tarce bez obierania skórki.
Wlej wodę do garnuszka i włóż marchew oraz jabłko.
Dodaj sok z cytryny, przyprawę oraz ksylitol.
Gotuj na małym ogniu około 5-7 minut, co jakiś czas mieszając.
Na sam koniec gotowania powoli dodad jogurt.
Przełóż do miseczki.
Posyp deser musli

Gotowe ! :-)

.










poniedziałek, 9 stycznia 2017

Pierogi z mąki żytniej z twarogiem i suszonymi pomidorami


Kto mnie dobrze zna, ten wie że darzę niepohamowanym uczuciem wszelkie potrawy zawierające masę węglowodanów. Makarony, chleb, pierogi, kluseczki czy kopytka sprawiają, że moje kubki smakowe po prostu szaleją z radości.

Kiedy dołożyć do tego jeszcze dodatki, które nadają tym potrawom charakterystycznego, wyjątkowego smaku można po prostu osiągnąć wyjątkowe, kulinarne cuda.

Jednym z nich, jest zdrowa i pełnowartościowa wersja pierogów razowych z nadzieniem z twarogu, soczystych, suszonych pomidorów w oliwie oraz słonecznika i drobno posiekanej cebulki.

Możesz cieszyć się prawdziwym smakiem domowych pierogów bez obaw o swoją sylwetkę :-)







Pierogi z mąki żytniej razowej z farszem twarogowym i suszonymi pomidorami


Składniki:


Ciasto:


* 2,5 szklanka mąki żytniej
* 2 łyżeczki siemienia lnianego mielonego
* Szczypta soli


Farsz:


* 400 g twarogu
* 1/2 słoiczka suszonych pomidorów w oliwie
* 1/2 cebuli
* 2 łyżki pestek słonecznika
* Przyprawy: bazylią, czosnek, czarnuszka, chilli, sól (ilość i dobór przypraw wedle uznania)


Przygotowanie:


  • Siemię zalej wrzącą wodą, ciągle mieszając, aby nie zrobić grudek. Odstaw na chwilę do wystygnięcia.

  • Wsyp mąkę wymieszaną z solą do dużej miski i wlej zaparzone siemię.

  • Ugnieć ciasto, a w razie potrzeby dosyp odrobinę mąki. Ciasto musi być dosyć elastyczne, jednak nie powinno przyklejać się do rąk. Pamiętaj że ciasto z mąki żytniej nie będzie tak bardzo elastyczne jak z tradycyjnej mąki pszennej. Nie przejmuj się tym, pierożki i tak wyjdą :-)

  • Przygotuj farsz. Rozgnieć widelcem twaróg, dodaj pokrojoną w kostkę cebulę oraz suszone pomidory. Wsyp pestki słonecznika, przyprawy i dokładnie wymieszaj.

  • Rozwałkuj ciasto na średnią grubość. Taka około 4 mm powinna być odpowiednia.

  • Szklanką bądź specjalnie do tego przeznaczonym przyrządem wycinaj kółka, do których wkładać będziesz farsz.

  • Staraj się nie nakładać zbyt dużo nadzienia, ze względu na małą elastyczność ciasta. Dzięki temu pierożki nie popękają.

  • Wstaw wodę do garnka. Delikatnie ją osól i dalej łyżkę oliwy. Do wrzącej wody wrzucaj pierogi. Co jakiś czas delikatnie mieszaj, aby się nie posklejały. Mierz około 4 minuty od wypłynięcia pierogów, po czym zacznij je wyjmować.

  • Możesz podawać je z sosem czosnkowym, pomidorowym lub duszona cebulką.

  • Ja swoją wersję posypałam słonecznikiem i polałam jogurtowym sosem czosnkowym.


Smacznego ! :-)





poniedziałek, 24 października 2016

Dieta JestemFit - recenzja


Wirtualny dietetyk to w dzisiejszych czasach coraz częstsze zjawisko. Nie mamy czasu na spotkania twarzą w twarz ze specjalistą, więc z pomocą przychodzi mnóstwo portalów społecznościowych, które oferują różne usługi, którymi są między innymi usługi dietetyczne.
Jednym z takim portalów jest strona JestemFit , która oferuje zarówno plany dietetyczne jak i treningowe,

Dzisiaj jednak chciałabym się skupić na diecie i opowiedzieć Wam jak to wygląda i co trzeba zrobić, aby rozpocząć swoją przygodę z JestemFIt,

Na wstępie jednak powiem, że należy pamiętać, że w przypadku jakichkolwiek zmian w naszej sylwetce czy zdrowiu, najważniejsza jest nasza wewnętrzna motywacja. 
W przypadku jeżeli sami nie uwierzymy w siebie to żadna dieta, nie będzie nam w stanie pomóc.
Jeśli macie już choć odrobinę wiary w siebie, to nadszedł czas na realizację swoich planów.

Od czego zaczynamy?


Na początek musicie określić swój cel. Schudnąć, wyrzeźbić ciała, a może przytyć lub zbudować mięśnie?
Następnie należy wybrać jeden z pakietów dostępnych na stronie. Do wyboru macie opcję z samym treningiem, samą dietą lub treningiem i dietą równocześnie. Ważne jest również jaki okres trwania wybierzecie. Abonament zaczyna się od miesiąca, nawet do roku współpracy z JestemFit.



Następnie mamy podać swoje dane i rozpoczynamy wypełniać ankietę, na podstawie której zostanie opracowany nasz plan dietetyczny. Pytania dotyczą między innymi preferencji żywieniowych, ilości posiłków w ciągu dnia czy ulubionych produktów.




Wybieracie również jakie potrawy najchętniej spożywanie na śniadanie, obiad czy kolację.
Dzięki temu dietetyk wie, które z nich może zaproponować Ci następnie w jadłospisie.




W momencie kiedy już odpowiemy na wszystkie pytania wyszczególnione w ankiecie, czekamy kilka dni na przesłanie indywidualnego planu dietetycznego ułożonego przez dietetyka.
Z reguły jest to około 2-3 dni, po których na naszym profilu, w zakładce dieta pojawiają się posiłki w poszczególnych dniach. 
Przy każdym posiłku umieszczona jest zdjęcie potrawy. Po kliknięciu w dany posiłek pojawia się również przepis, czas przygotowania, kaloryczność oraz rozkład makroskładników.

Całą dietę możecie również pobrać w formie PDF, co pozwala na wydrukowanie jej i umieszczeniu w dowolnym miejscu, na przykład w kuchni na lodówce.




Na stronie istnieje również możliwość konsultacji z dietetykiem, więc w razie problemów lub pytań odnośnie diety, w każdej chwili można uzyskać odpowiedź w dość szybkim tempie.

Bardzo dużym plusem są zdjęcia potraw, które zachęcają do przygotowania zdrowych posiłków. Każda potrawa jest szczegółowo opisana, zarówno jeśli chodzi o przygotowanie oraz rozkład makroskładników i puli kalorycznej.

W diecie posiłki są na prawdę różnorodne i smaczne. Jeśli nie macie zbyt dużych umiejętności kulinarnych, nie macie się czym martwić, bo nawet wtedy dacie sobie radę.

Sami musimy zdecydować na czym nam tak na prawdę zależy i co jest dla nas najważniejsze jeżeli chodzi o kwestie dietetyczne. 
Z pewnością internetowy dietetyk nie zastąpi osobistej porady dietetycznej, jednak uważam że na chwilę obecną dieta od JestemFit to jedną z najlepszych opcji jaką oferuje nam Internet.




piątek, 14 października 2016

Witamina D- niedobór i suplementacja

Czy wiesz, że około 90 % Polaków cierpli z powodu niedoborów witaminy D, w szczególności w okresie jesienno-zimowym?


Jedynie od kwietnia do września synteza skórna witaminy D w naszym organizmie jest możliwa.


Potrzeba nam wtedy jedynie kilka minut na słońcu, aby spełnić dzienne zapotrzebowanie na witaminę D.
Bardzo ważne jest jednak, aby mieć odkryte ramiona, twarz oraz skórę wolną od kremu z filtrem. Należy również zaznaczyć, że każdy nawet najzwyklejszy krem nawilżający posiada taki filtr i może utrudnić lub całkowicie uniemożliwić syntezę tej witaminy.
Zła wiadomość jest taka, że przeciętny Polak nie jest w stanie zapewnić sobie całkowitego zapotrzebowania na witaminę D z dietą.
Należałoby kilka razy dziennie żywić się tłustymi rybami, tranem, żółtkami jaj, pieczarkami, czy wątróbką, jednak nawet to nie daje nam 100 % pewności, że nie będą nam grozić niedobory.

Suplementacja


W związku z niedostatecznym spożyciem witaminy D z dietą, w okresie jesienno-zimowym każdej osobie zaleca się suplementacje witaminy D, w odpowiedniej dawce:

Dla osób dorosłych:

• 800-2000 IU/dobę (20,0-50,0 µg/dobę), zależnie od masy ciała, w miesiącach wrzesień –kwiecień

• suplementacja w dawce 800-2000 IU/dobę (20,0-50,0µg/dobę), zależnie od masy ciała, przez cały rok, jeśli nie jest zapewniona efektywna synteza skórna witaminy D w miesiącach letnich

• seniorzy (65+ lat) powinni otrzymywać suplementację w dawce 800-2000 IU/dobę (20,0-50,0 µg/dobę) zależnie od masy ciała, przez cały rok, ze względu na obniżoną efektywność skórnej syntezy witaminy D

PAMIĘTAJ!


Niedobory witaminy D mogą doprowadzić do:

- demineralizacji kości
- krzywicy u dzieci
- osteoporozy u dorosłych (wzrost podatności na złamania)
- osteomalacji (osłabienie mięśniowe, ból kości)
- zaburzeń gospodarki wapniowo-fosforowej
- hipokalcemii (spadek stężenia wapnia w organizmie)



Badania potwierdzają, że ODPOWIEDNIE SPOŻYCIE WITAMINY D powoduje zmniejszenie ryzyka wystąpienia:

• nowotworów,
• chorób autoimmunologicznych,
• chorób układu sercowo-naczyniowego,
• chorób zakaźnych
• cukrzycy typu 2

Zwiększone ryzyko niedoborów u osób z nadmierną masą ciała 


Otyłość może powodować ogólnoustrojowe niedobory witaminy D i są one częstsze niż u osób o prawidłowej masie ciała. W wielu badaniach wykazano, że osoby otyłe mają istotnie niższe stężenie 25(OH)D w porównaniu z osobami o prawidłowej masie ciała !

Wiele badań epidemiologicznych potwierdza występujące niedobory witaminy D w organizmie człowieka. Niezbędne jest więc, aby a okresie letnim zadbać o ekspozycję na słońce zaś w okresie jesienno-zimowym o odpowiednią dietę i suplementację.


Źródła:

Płudowski P. i współ. Witamina D: Rekomendacje dawkowania w populacji osób zdrowych oraz w grupach ryzyka deficytów - wytyczne dla Europy Środkowej 2013 r. Standardy Medyczne /Pediatria 2
013, 10, 573-578

Wąsowski M. Czerwińska E. Marcinowska-Suchowierska E. Otyłość – stan predysponujący do niedoborów witaminy D, Borgis - Postępy Nauk Medycznych 3/2012, s. 258-264




poniedziałek, 5 września 2016

Marzenia się spełniają, czyli mój pierwszy PÓŁMARATON.

Jeszcze kilka lat temu w życiu bym nie pomyślała, że uda mi się przebiegnąć więcej niż 5 kilometrów. 
W dzieciństwie nigdy nie byłam wielką entuzjastką aktywności fizycznej, a do lekcji wfu jakoś nigdy nie miałam werwy. 

Mój pierwszy półmaraton miał odbyć się już w ubiegłym roku niestety z powodu pogryzienia przez psa, musiałam zrezygnować z biegu. Na szczęście pakiet startowy nie przepadł, a organizatorzy przepisali go na 2016 rok. 


Nie powiem, żebym jakoś wyjątkowo się przygotowywała, jechała z konretnym planem treningowym czy biegała na czas. Po prostu trenowałam, kiedy naszła mnie na to ochota, a że podczas ostatnich miesięcy bieganie tak mnie mocno wkręciło, biegałam coraz więcej. 

Wydarzenie to na prawdę ogromnie na mnie wpłynęło i znaczyło o wiele więcej niż myślałam.

Już wieczorem w sobotę, miałam wielkiego pietra na samą myśl o biegu. Wszystko miałam idealnie przyszykowane. Koszulka z pakietu startowego, numer z chipem, spodnie treningowe, najwygodniejsze buty świata, słuchawki i sakiewka naramienna na telefon. W głowie układałam sobie swoje przedtreningowe śniadanie, na które miały być kanapki z masłem orzechowym. miodem oraz dżemem porzeczkowym.
Budzik miałam nastawiony na 5 rano, bo o 6 planowaliśmy już wyjazd ode mnie z miasta. Specjalnie położyłam się wcześniej spać, żeby być wypoczęta. O dziwo zasnęłam dosyć szybko, choć strasznie bałam się, że z tego wszystkiego nie będę mogła zasnąć.

Wstałam wypoczęta i podeksytowana, umyłam się i agrafkami przypięłam swój szczęśliwy numer startowy na żółtą koszulkę- "308". Pomyślałam, że musi przynieść mi szczęście.

Dojechaliśmy do Warszawy, a ja czułam coraz większe zdenerwowanie. Nawet mój Marcin stwierdził, że widać w moich oczach ogromny strach. Sama nie wiem dlaczego, przecież tak strasznie się cieszyłam.
Fakt byłam szczęśliwa, że to właśnie ten dzień, jednak z drugiej strony wstyd mi to mówić, ale jakoś nie czułam wiary w siebie. Najzwyczajniej w świecie jakiś beznadziejnie fałszywy głos w głowie powtarzał mi, że nie dam rady. Dziwne prawda? Ja, osoba która zawsze ma wiarę w siebie, wiarę w to, że się uda. Nagle wiara uszłą gdzieś w niepamięć. Myślałam, że nie pobiegnę. Serio. Żar z nieba lał się już o 7 rano. Pomyślałam, że albo się ugotuję w trakcie biegu, albo usmażę jak na patelni, albo... zacisnę zęby i skopię tyłek tym 21 kilometrom.



O 8:00 zaczęła się rozgrzewka, a o 8:30 z Parku Skaryszewskiego ruszył III BMW Półmaraton Praski.

Serce waliło mi jak oszalałe. Pomyślałam, że w sumie ta rozgrzewka nawet nie jest mi potrzebna, bo moje ciało i tak zaraz eksploduje.

Serio nie podejrzewałam, że to wszystko aż tak wejdzie mi na psychę. Bałam się jak cholera.
Ruszyliśmy. Pierwszy kilomnetr- super. Pobiegłam szybciej niż chciałam. Duży błąd. Powinnam zacząć delikatniej i wolniej. Trudno, stało się musiałam w miarę utrzymać tempo, ale powoli zaczynało brakować mi tchu. Upał sprawiał, że myślałam, że moje mięśnie zaraz zaczną się ścinać.  O dziwo najgorsze były kilometry od 5 do 10. Później było łatwiej, bo organizm zaczął powoli przyzwyczajać się do tak wysokiej temperatury.
Po 10 kilometrze, udało mi się nawet lekko przyspieszyć. Ratowały nas po drodze wodne kurtyny, czyli zimne wodne prysznice oraz duże miski z wodą, w których maczaliśmy gąbki (dostaliśmy je w pakietach startowych), którymi można było się ochłodzić. Zlewałam się calutka wodą. Serio, nawet gacie miałam mokre.
Po przebiegnięciu 15 kilometrów wiedziałam już, że dam radę. Pomyślałam, że przecież 6 kilometrów to dla mnie na prawdę mało. Faktycznie ostatnie kilometry były najprzyjemniejsze. Biegło się lekko, coraz lżej. Czułam jakbym płynęła do mety. Było ciężko oczywiście, ale z każdym metrem coraz bardziej się cieszyłam, że zaraz będzie już po wszystkim.
Nienawidziłam tego biegu i kochałam jednocześnie. Wspaniałe uczucie.

Zobaczyłam Stadion Narodowy. Poczułam nagły przypływ energii i zaczęłam biec jeszcze szybciej. Zostalo mi jakieś pół kilometra. Zaczęłam śmiać się w głos. Normalnie jak głupia zaczęłam się cieszyć, że to już koniec :D

Widziałam już metę. Po bokach stali kibice, którzy nas dopilngowali i przybijali piątki.
A mi banan nie znikał z buzi :)
Dobiegłam. przekroczyłam linię mety i ciemno zrobiło mi się przed oczami. Ustałam, wzięłam kilka głębokich wdechów i gwiazdki przed oczami zniknęły. Otworzyłam oczy i widziałam uśmiechniętych ludzi, kamery, aparaty fotograficzne i w oddali czekającego na mnie narzeczonego. Tak jak sobie wymarzyłam.

Meta była cudowna. Prawie popłakałam się ze szczęścia.

Nie spodziewałam się na prawdę, że to takie wspaniałe uczucie. Nie zdawałam sobie sprawy ile ten bieg może dla mnie znaczyć. A znaczył bardzo dużo. O wiele więcej niż myślałam.
Ten bieg uświadomił mi, że tak na prawdę, granicę ustalamy sobie my sami. Że jeśli czegoś na prawdę bardzo mocno chcemy to jedyną przeszkodą jaka stoi nam na drodze jesteśmy my sami.
Marzenia są po to, żeby je spełniać, a nie tylko po to, żeby je mieć i mieć o czym marzyć.

I wiecie co ? 
Warto marzyć :-)




wtorek, 12 lipca 2016

Tarta malinowa z kremem jaglanym i kokosową bitą śmietaną



Przyznaję, że jestem totalnym słodyczożernym łasuchem. Gdyby nie to, że moje życie nie jest już takie przepełnione niezdrową żywnością, codziennie jadłabym kilogramy słodyczy, więc muszę się jakoś ratować i z odsieczą przychodzą mi zdrowe zamienniki, które z rozkoszą pieszczą moje podniebienie :)




Przedstawiam więc efekt moich ostatnich kulinarnych igraszek:

Tarta malinowa z kremem jaglanym i kokosową bitą śmietaną


Składniki:

Spód:

  • 150-200 g płatków orkiszowych (mogą być również owsiane)
  • 100 g zarodków pszennych lub otrębów
  • garść suszonych daktyli
  • garść suszonej żurawiny
  • 2 łyżki miodu



Krem:

  • 2 szklanki suchej kaszy jaglanej
  • 2 łyżki ksylitolu
  • 2 szklanki mleka roślinnego, np. waniliowe sojowe eko, lub ryżowe, które z natury jest słodkie
  • garść malin
  • 1 puszka mleka kokosowego mocno schłodzonego, minimum 6 godzin (stała część), min, 80 % orzecha kokosowego


Wierzch:

  • 1 szklanka malin
  • 1 puszka mleka kokosowego, mocno schłodzonego, minimum 6 godzin (stała część)
  • 1 łyżka ksylitolu 



Przygotowanie:

  • Namaczamy daktyle i żurawinę we wrzącej wodze ok. 15 minut
  • Kaszą jaglaną przelewamy najpierw zimną wodą, później wrzątkiem, aby straciła goryczkę. Gotujemy według przepisy na opakowaniu w mleku, co jakiś czas mieszając.
  • Między czasie, blendujemy na stałą masę suszone owoce oraz płatki. Przekładamy do miski, dodajemy miód, zarodki i ugniatamy do uzyskania miękkiej masy. W razie konieczności, jeśli masa się nie lepi, dodajemy kilka łyżek wody. Masą wykładamy formę do tarty.
  • Kaszę jaglaną blędujemy z ksylitolem, stałą częścią mleczka kokosowego oraz częścią malin na gładką masę. W razie konieczności, jeśli masa okaże się według Ciebie mało słodka, dodaj więcej ksylitolu. W moim odczuciu nie było takiej potrzeby.
  • Krem jaglany wykładamy na spód.
  • Następnie stałą cześć drugiej puszki mleka kokosowego miksujemy z ksylitolem na puszystą masę i przyzdabiamy tarte w dowolny sposób, np. szprycą do dekorowania, a na koniec wykładamy maliny.
  • Tarte przekładamy do lodówki na kilka godzin.


Smacznego :-)








piątek, 8 lipca 2016

Batoniki zbożowe z orzechami w gorzkiej czekoladzie

W letnie upalne dni czasem po prostu nie chce mi się siedzięć długo przy garach, aby po treningu zafundować sobie energetyczny posiłek.
Z ratunkiem przychodzą mi wtedy przygotowane kilka dni wcześniej energetyczne batoniki, które dzięki wysokiej zawartości węglowodanów uzupełnią mi szybko utracony glikogen mięśniowy.

Wszystko byłoby ładnie, pięknie i idealnie, gdyby nie to, że nigdy nie doczekują się swojego przeznaczenia i zjadane przez wszystkich po kolei, lądują na naszych podniebieniach w roli przekąski  :D

Zapraszam do mojej kuchni :-)










Batoniki zbożowe z orzechami w gorzkiej czekoladzie



Składniki

  • Mieszanka płatków zbożowych w różnych, dowolnych proporcjach, ok 500 g (u mnie jaglane, żytnie, owsiane, orkiszowe )
  • Siemie lniane niemielone 4 łyżki
  • Orzechy (dowolne, u mnie ziemne) pół szklanki
  • Suszona żurawina 1 szklanka
  • Suszone daktyle 1 szklanka
  • Inne dowolne suszone owoce, np. rodzynki, śliwki, banany 
  • Pestki dyni pół szklanki
  • Pestki słonecznika pół szklanki
  • Siemie lniane mielone 3 łyżki
  • 1 dojrzały banan
  • 2 jabłka
  • 4 czubate łyżki miodu
  • opcjonalne jakieś słodziwo np. ksylitol ( dla mnie nie było to konieczne ), uważam, że było wysarczająco słodkie
  • Pół łyżeczki cynamonu (jeśli lubicie)
  • Gorzka czekolada, min. 70 % kakao 1 szt


Przygotowanie:


  • Płatki, siemie lniane niemielone, orzechy, suszone owoce oraz pestki przekładamy do dużej miski i mieszamy.
  • Banana rozgniatamy lub ucieramy na tarce. Siemie lniane mielone zalewamy szklanką wrzątku, mieszamy, dodajemy do niego banana. Wlewamy do suchych składników. 
  • Jabłka ucieramy na tarce i wrzucamy do miski. Dolewamy miód, cynamon, porządnie mieszamy i próbujemy. Jeśli jest za mało słodkie dokładamy słodziwa.
  • Odstawiamy na ok. 20 minut, aby wszystko rozmiękło.
  • Masę przekładamy na dużą blachę i ugniatamy. Wstawiamy do piekarnika i pieczemy w temperaturze 180 stopni 35-45 minut. 
  • Czekoladę rozpuszczamy w kąpieli wodnej. Ja zrobiłam to nad gorącą wodą na telerzyku.
  • Po upieczeniu, kroimy placek na małe batoniki, np. za pomocą okrągłego nozyka do pizzy.
  • Maczamy każdego batonika w czekoladzie i odstawiamy na blaszkę, aż zastygnie.
  • Kiedy czekolada zastygnie, batoniki są gotowe do jedzenia. Ewentualnie możemy jeść je z płynącą nam po brodzie czekoladzie :D


Smacznego ! :)

PS: Możecie dowolnie modyfikowac ten przepis. Nie musicie używac dokładnie takiej ilości składników i takich owoców, czy płatków. Ten przepis ma to do siebie, że możecie do idealnie dostosować do własnych potrzeb i aktualnego stanu na kuchni :D Modyfikujcie, zmieniajcie i mieszajcie dowoli :D